Migracje platformy

System skrojony na miarę przestał być zakupem dla korporacji

Przez dwadzieścia lat odpowiedź na „chcę własny system” brzmiała: policz setki tysięcy złotych i pół roku. Dlatego mniejsze firmy dopasowywały się do gotowych narzędzi, nawet gdy narzędzie nie umiało tego, na czym firma zarabia. Ten rachunek się zmienił — ale nie tak, jak to sprzedaje reszta rynku, i nie w każdej pozycji.

Ta strona rozpisuje, co dokładnie potaniało, co nie potaniało wcale, i po czym poznać, że jesteś po właściwej stronie tej granicy. Robię migracje w obie strony: z gotowej platformy — WordPressa, WooCommerce, Shopify, Shopera, PrestaShop, Magento — na własny system, i z powrotem, kiedy autorski kod przerósł zespół.

Co się właściwie zmieniło

Potaniało pisanie kodu, a nie budowanie systemu

To rozróżnienie decyduje o wszystkim. Kod był kiedyś największą pozycją w wycenie i to ona spadła — reszta rachunku wygląda tak jak wcześniej. Projekt, który wcześniej nie miał szans przejść przez próg opłacalności, dziś przez niego przechodzi. Projekt, który był bez sensu z innych powodów, nadal jest bez sensu.

POTANIAŁO
Wytworzenie samego oprogramowania
Napisanie samej aplikacji: panel, widoki, formularze, punkty końcowe API
Pokrycie testami, które kiedyś wypadało z zakresu jako pierwsze
Dokumentacja, spisywana na bieżąco zamiast po fakcie
Działający prototyp, który możesz obejrzeć przed decyzją o całości
NIE POTANIAŁO
Wszystko dookoła kodu
Decyzja, co właściwie zbudować — to nadal najdroższa pomyłka w projekcie
Przeniesienie danych z systemu, który działa od ośmiu lat i ma w sobie wyjątki
Integracje z systemami, które mają słabe API albo nie mają go wcale
Utrzymanie: serwer, kopie, aktualizacje i ktoś, kto odbierze telefon
Bezpieczeństwo i zgodność z RODO, których nie da się dopisać na końcu

Dlatego uczciwa wersja tego argumentu nie brzmi „własny system jest teraz tani”. Brzmi: próg opłacalności przesunął się w dół i przeszła przez niego cała warstwa firm, dla których wcześniej nie było o czym rozmawiać.

Kiedy warto

Pięć objawów, po których to widać

01
Twój proces nie mieści się w żadnej wtyczce
Poznajesz to po arkuszu prowadzonym „obok systemu”, bo system nie umie czegoś, co u Ciebie jest codziennością.
02
Płacisz za funkcje, których nie używasz
Abonament rośnie z liczbą użytkowników albo zamówień, a Ty korzystasz z trzech ekranów z czterdziestu.
03
Sklep zwalnia i kolejna wtyczka cache nic nie daje
Przy Twojej liczbie produktów i filtrów wąskim gardłem jest już model danych, nie hosting. To jest granica, za którą optymalizacja przestaje pomagać.
04
Każda aktualizacja to ryzyko
Kilkanaście do kilkudziesięciu wtyczek od różnych autorów, w różnych standardach. Nikt nie testuje ich kombinacji — poza Tobą, na produkcji.
05
Dane są w trzech miejscach i ktoś je przepisuje
Sklep, magazyn i CRM nie rozmawiają ze sobą, więc rozmawia człowiek. To najdroższy możliwy sposób synchronizacji danych.
Kiedy nie warto

Cztery sytuacje, w których odradzę Ci własny system

Ta sekcja jest tu, bo jest częściej prawdziwa niż poprzednia. Jeśli rozpoznajesz się poniżej, powiem to na pierwszej rozmowie — taniej dla nas obu niż odkrycie tego w połowie projektu.

01
Twoje procesy są takie jak u tysiąca innych firm
Jeśli robisz to, co reszta branży, gotowe narzędzie wygra — jest przetestowane przez tysiące firm i kosztuje ułamek tego, co własny system.
02
Nie masz budżetu na utrzymanie
Własny system nie ma producenta, który wyda poprawkę. Jeśli po wdrożeniu nie ma pieniędzy na opiekę, lepiej zostać przy gotowym.
03
Problemem jest konfiguracja, nie platforma
Bardzo często „WordPress jest wolny” znaczy „hosting jest za słaby, a zapytania nieoptymalne”. To naprawa za ułamek ceny migracji i mówię to, zanim wycenię cokolwiek innego.
04
Potrzebujesz tego za dwa tygodnie
Migracja z równoległym uruchomieniem trwa dłużej. Jeśli termin jest sztywny i bliski, wybór jest między gotowym narzędziem a przesunięciem terminu.
Jak przebiega migracja

Sześć etapów, w obie strony tak samo

Platforma źródłowa i kierunek zmieniają narzędzia, nie kolejność. Wyjście z WooCommerce na własny backend, przeprowadzka ze Shopera i powrót z autorskiego systemu na WordPressa przechodzą przez te same sześć etapów — bo ryzyko zawsze siedzi w tym samym miejscu: w danych i w URL, nie w kodzie.

01
Inwentaryzacja
Co realnie jest w systemie: ile produktów, zamówień i klientów, które wtyczki coś robią, a które tylko wiszą, gdzie są dane, których nikt nie pamięta. Ten etap kończy się listą, nie ofertą.
02
Zakres i kierunek
Co jedzie, a czego świadomie nie przenosimy. Rzeczy, które nie jadą, wypisujemy z nazwy — migracja psuje się na tym, co „miało się jakoś przenieść”.
03
Mapa adresów
Każdy istniejący URL dostaje swój odpowiednik albo przekierowanie 301, zanim cokolwiek się przełączy. To jest ten etap, którego pominięcie kosztuje ruch z Google trzy miesiące później.
04
Przeniesienie danych
Produkty, zamówienia, klienci, media i treści. Po obu stronach porównujemy liczby: tyle samo zamówień, ta sama suma wartości, ci sami klienci. Rozbieżność zatrzymuje przełączenie.
05
Równoległe uruchomienie
Nowy system stoi obok starego i odpowiada na te same pytania. Dopiero gdy odpowiada tak samo, ma sens rozmowa o dacie przełączenia.
06
Przełączenie i obserwacja
Po przełączeniu patrzymy na pozycje i indeksację w Search Console, nie na przeczucie. Wahania w pierwszych tygodniach są normalne; trwały spadek to błąd w mapie adresów i wtedy się go naprawia.

Migracja to nie redesign. Treść, adresy i procesy jadą jeden do jednego — od zera powstaje wyłącznie warstwa kodu. Jeśli przy okazji chcesz też zmienić wygląd i strukturę, to jest drugi projekt i wyceniam go osobno, żeby dało się je rozdzielić w razie problemów.

Czego nie obiecuję
Nie obiecuję, że wyjdzie taniej niż wtyczka za 200 zł rocznie. Własny system wygrywa wtedy, gdy gotowe narzędzie kosztuje Cię czas albo zamyka drogę rozwoju — nie wtedy, gdy jest po prostu droższe w abonamencie.
Nie obiecuję zerowych wahań w Google. Mapa przekierowań chroni przed trwałą stratą, ale kilka tygodni niestabilnych pozycji po przełączeniu to norma, nie awaria.
Nie obiecuję, że AI zrobi to bez nadzoru. Kod jest tańszy, bo szybciej powstaje — nie dlatego, że przestał wymagać przeglądu. Nic nie dotyka produkcji bez przeczytania.
Nie obiecuję zera przestoju. Okno przełączenia planujemy i podajemy je wcześniej, zamiast udawać, że go nie ma.
Nie jestem zespołem. Jedna osoba, więc są projekty za duże dla mnie — powiem to na pierwszej rozmowie, a nie w trakcie.

Wracasz do pozostałych czterech obszarów albo piszesz, co u Ciebie nie działa — formularz niżej.

Masz problem, który wraca co miesiąc? Napisz.

Wypełnij brief →